P

Ponieważ w tym roku nie wyjeżdżaliśmy w rodzicami nigdzie na wakacje, postanowiliśmy przyglądnąć się bliżej temu, co otacza nas na co dzień. Zamieszkiwanie w malowniczej wsi położonej w sercu Beskidu Żywieckiego ułatwiło nam zadanie.

Podczas jednego ze spacerów, na który zabrała nas mama, oglądaliśmy stare chałupy, które jeszcze u nas stoją i zabudowania gospodarskie. Dowiedziałyśmy się z siostrami dlaczego były budowane z drewna, co było na strychu oraz dlaczego stodoła nie mogła być szczelnie zabudowana.

Jednak największym przeżyciem było dla nas wzięcie udziału w żniwach tak, jak to miało miejsce 100 lat temu. Niesamowite było doświadczyć tego, co dla naszej prababci było codziennością. Ubrani w tradycyjne stroje w jakie ubierały się dzieci ruszyliśmy “do pola”.

Panowie kosą kosili
zboże, mama z innymi paniami odbierały je i wiązały, a starsi chłopcy układali w snopy. Dziewczyny grabiły to co zostało, a zadaniem najmłodszych dzieci było zbieranie do ręcznie plecionych koszy zbieranie po ściernisku, czyli takim skoszonym polu ze zbożem, kłosów, które zostały po wiązaniu snopów.

Trzeba to było robić bardzo dokładnie, bo każdy z nich był kiedyś na wagę złota. Ciekawe było to, że wszystkie prace polowe zaczynały się od modlitwy. Starsi mówili, że były one bardzo ciężkie, ale i radosne, bo pracowała wtedy cała rodzina no i się śpiewało! My też śpiewaliśmy różne przyśpiewki góralskie, których uczy nas mama w domu.

Najprzyjemniejszym momentem było wspólne jedzenie “po robocie”. Usiedliśmy na kocu i dostaliśmy tradycyjne podpłomyki, kompot oraz kefir z bańki, który mogliśmy wypić w starych glinianych lub metalowych kubkach.

Było naprawdę fajnie, wesoło, a przede wszystkim razem.
No i nie trzeba było daleko jechać.

Edytka Imielska, klasa II

Historie ślubne

Odkryj inne zdjęcia ślubne

Comments
Add Your Comment

CLOSE MENU